Obserwują

28.2.11

Irena Eris, Okara i Artego - codziennie, czyli jak nawilżam włosy


Dzisiaj dwa słowa o kosmetykach, którymi ostatnio staram się ujarzmić puszenie i rozprostowywanie skrętu moim niesfornych kręconych włosów. Z różnym skutkiem, bo i kosmetyki nie do końca robią, co do nich należy. Całej trójce postawiłabym może czwórkę z plusem, jak w każdym zespole, są lepsi i gorsi.


*Szampon Rene Furterer z linii Okara Protect Color dla brunetek i szatynek dostałam od producenta, zanim wprowadził ją na rynek, w komplecie z odżywką w spray'u, która na razie czeka na swoją kolej w jednym z moich Zabałaganionych Pudeł. Kosmetyk przeznaczony jest dla każdego koloru włosów farbowanych, a że ja akurat mam pasemka, uznałam, że to w sam raz;). Szampon ma zapobiegać blaknięciu koloru, ułatwić rozczesywanie przesuszonych farbowaniem włosów i zwiększyć ich podatność na układanie. Zawiera "firmowy" wyciąg Okara, czyli roślinny składnik bliski proteinie keratynowej, który pomaga odbudować uszkodzoną w procesie koloryzacji strukturę włosa. Pozostałe składniki dobrano tak, żeby zatrzymywały wewnątrz włosa pigmenty koloru jak najdłużej, a fryzura zachowywała intensywność koloru.
Efekt jest. Moje zrobione w połowie grudnia pasemka trzymają się doskonale, nadal lśniące i odpowiednio widoczne. Niestety, rozczesywanie, jak zawsze w przypadku moich włosów, jest prawdziwą drogą przez mękę. Łamią się też tak samo. Za to dłużej przyjemnie pachną - kosmetyk, zgodnie z obietnicą producenta, ładnie, intensywnie i długo pachnie ciepłą mieszanką owocową. Opakowanie też bardzo mi się podoba, choć, pomarudzę, bardzo trudno jest tę tubę otworzyć.

*Odżywka Dr Ireny Eris z serii Nu'Fusion do włosów farbowanych, suchych i zniszczonych, nałożona odpowiednio hojnie, pomaga mi rozczesywać poplątane w czasie mycia loki. Nie wiem, czy przez te pasemka moje włosy są "zestresowane chemicznie" (sformułowanie producenta) i czy bardziej się przez to łamią i rozdwajają, ale rzeczywiście od czasu, kiedy zużywam moją pierwszą tubę kosmetyku, są jakby zdrowsze. Ostatnio zauważyłam, że przydałoby im się mocniejsze nawilżenie końcówek, ale to i tak niebo a ziemia w porównaniu do tego, co było wcześniej. DUŻY plus. Zapach świetny, bardzo intensywny i co ważne, doskonale komponuje się z szamponem;).  

*Raz na jakiś czas (zbyt rzadko!), kiedy mi się przypomni, nakładam na włosy maskę do włosów zniszczonych Dream Repair Artego z linii Easy Care. To zdecydowanie najsilniejsza część składowa dzisiejszego tria. Jednak co produkt profesjonalny, to profesjonalny! Pachnie doskonale (wiem, że ja dużo o tym, ale to ważne), ma konsystencję kleistej gumy i dzięki temu nie spływa z włosów (można z nią na głowie spokojnie iść i robić swoje), dobrze je odżywia, fantastycznie wygładza i jeszcze na koniec nabłyszcza. Rzecz idealna dla uszkodzonych i pozbawionych połysku włosów. Stosowany regularnie pewnie zrobiłby mi na głowie cuda, ale systematyczność nie jest w pielęgnacji moją najmocniejszą stroną - o czym więcej przy okazji masaży antycellulitowych;). Mimo to, nawet przy tak niefrasobliwym podejściu do regularnej pielęgnacji - całą kędzierzawą głową kiwam, że tak, powinnyście to mieć:).  

2 komentarze:

  1. fajny post-już widzę, że skorzystam z nowej wiedzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że się przyda:)

    OdpowiedzUsuń